Aplikowanie na studia w USA – wskazówki od Pawła

Najlepsze uczelnie na świecie, pasjonujące dyskusje ze studentami z całego świata i stypendia rzędu 60 000$ – to wszystko jest możliwe!

Moja historia z nauką w USA jest bardzo inspirująca. Zaczęła się od aplikacji do programu FLEX, w którym 30 zdolnych młodych ludzi z Polski ma możliwość otrzymania stypendium i wyjechania do publicznego liceum w Stanach Zjednoczonych. Z ponad 2000 aplikantów udało mi się dostać do półfinału, do którego dostawało się około 10% aplikantów, czyli 200 osób. Wtedy wziąłem udział w półfinale i niestety nie udało mi się dostać do finałowej trzydziestki. Byłem załamany – mimo tego, że miałem dopiero kilkanaście lat to moje marzenie o nauce w USA wydawało mi się niemożliwe, moja aplikacja była zbyt słaba, więc czemu miałoby się udać w przyszłości. Po chwili smutku i kryzysu pomyślałem jednak, że nie można przejmować się tym, co się nie udało i należy skupić na tym co jeszcze mogę osiągnąć! W kolejnym roku pracowałem jeszcze ciężej, wiedziałem, że to moja ostatnia szansa na stypendium w USA podczas liceum. Napisałem świetną aplikację do programu ASSIST, taką, z której przede wszystkim sam byłem bardzo dumny i po kilku etapach programu wygrałem go jako jedna z 6 osób z Polski, tym razem nagrodą był rok w prywatnym amerykańskim liceum. Czułem się fantastycznie, wiedziałem, że ciężką pracą zwycięsko przeszedłem przez 3 etapy, zdobywając upragnione stypendium. Doświadczyłem tego, że wszystko jest możliwe i mając określony cel można go zrealizować poprzez ciężką pracę i determinację. Niestety, nie miałem wtedy 18 lat i rodzice bojąc się o mnie (jestem jedynakiem) nie pozwolili mi wyjechać.

Wtedy kolejny raz, mimo mojego sukcesu, nie z mojej winy, nie mogłem spełnić moich marzeń. Przyszło zwątpienie i poczucie, że to co robię nie ma sensu. Znowu jednak zdałem sobie sprawę, że trzeba się nieustannie starać i zawsze z dnia na dzień być jeszcze lepszym. Wiedziałem wtedy, że moją trzecią szansą (a jak to mówią do trzech razy sztuka) były studia na amerykańskiej uczelni. Wtedy miałem ogromną przyjemność i niepowtarzalną szansę uczestnictwa w programie mentoringowym organizowanym przez Ambasadę USA i EducationUSA – program pokazał mi, że dostanie się na prestiżową amerykańską uczelnię jest możliwe i osiągalne, bo sami pracowaliśmy z mentorami, którzy tak jak my przeszli tę samą drogę. Oprócz tego, poprzez serię profesjonalnych warsztatów, mieliśmy okazję zobaczyć jak pisać eseje aplikacyjne, jakie testy należy zdać oraz na co zwrócić uwagę przy wyborze uczelni, aby spełnić swoje edukacyjne marzenia. Uczestnictwo w programie było bardzo selektywne – 20 najzdolniejszych polskich licealistów, pod względem zarówno naukowym jak i sportowym, zostało wybranych do tego projektu, niemniej jednak zdecydowanie warto było poświęcić swój czas na pisanie aplikacji oraz przygotowanie się na pytania komisji.

To właśnie program mentoringowy pokazał mi jak zmienić moje marzenia w cele, a cele w rzeczywistość. Wraz ze wsparciem mojej mentorki z Harvardu napisałem eseje aplikacyjne, zdałem wymagane egzaminy i wybrałem uczelnie. Wiedziałem, ze to moja 3 szansa na naukę w amerykańskim systemie edukacji, więc aby wszystko było idealne – zarówno mój wynik z egzaminu SAT, jak i eseje – wielokrotnie zarywałem noce i spędzałem kilkanaście godzin pod rząd na naukę. Wtedy to wydawało się bardzo trudne, ale czułem, że z każdym ukończonym pytaniem egzaminacyjnym i z każdym kolejnym słowem napisanym w Wordzie zbliżam się do mojego celu. Podjąłem to wyzwanie, byłem wytrwały i nigdy nie odpuściłem – jestem z tego dumny do dzisiaj i ma to ogromny wpływ na moje obecne życie. Rezultatem całej tej mojej przygody jest to, że dostałem się na kilka amerykańskich uczelni, a moją najlepszą ofertą była ta otrzymana z Northwestern University (top 10 w USA)  z oddziałem w Katarze – otrzymałem na niej praktycznie pełne stypendium wynoszące 60 000$. Gdy dostałem list gratulacyjny, początkowo nie mogłem uwierzyć – moje marzenia w końcu stały się rzeczywistością!

Edukacja zawsze była dla mnie bardzo ważna, obecnie studiuję kierunek, który kocham, prawowramach Kolegium Indywidualnych Studiów Międzyobszarowych Uniwersytetu Śląskiego – towarzyszy mi tutor – indywidualny opiekun naukowyoraz prawo amerykańskie (prowadzone przez Emory University i Georgia State University). Dzięki ciężkiej pracy i determinacji obecnie uczę się od najlepszych profesorów prawa w Polsce i na świecie.

Wiele osób porzuca swoje marzenia o studiowaniu w USA zanim jeszcze tak naprawdę zrobią swój pierwszy krok – obawiają się, że nie uda im się zdobyć dobrego wyniku z matury amerykańskiej, że studia tak daleko są nierealne oraz przede wszystkim, że nie będzie ich na nie stać. Takie myślenie jest niewłaściwe! Z własnego doświadczenia wiem, że mimo tego, że bardzo dobry wynik z SATa, który jest jednym z głównych czynników decydujących o przyjęciu na amerykańską uczelnię to kwestia odpowiedniego przygotowania i mnóstwa wyrzeczeń, to jest to zdecydowanie osiągalne. Co więcej, świetnie napisana matura amerykańska to nie tylko szansa na dostanie się na topowe uczelnie, ale to przede wszystkim szansa na duże stypendium. Niektóre uczelnie oferują pełne stypendium, niezależnie od warunków finansowych, aby je dostać wystarczy po prostu się na nią dostać.

Aplikacja na amerykańskie uczelnie składa się z kilku nieodłącznych elementów, a mianowicie:

  • egzaminu SAT/ACT (ja podszedłem do SATa)
  • egzaminu TOEFL/IELTS (jeśli nie uczęszczasz do szkoły z tokiem nauczania po angielsku)
  • listów rekomendacyjnych
  • napisania eseju

Dla obcokrajowców, a więc także Polaków, najtrudniejsza jest pierwsza część SATa – Reading. Sprawia ona dużo problemów, gdyż oprócz akademickiego słownictwa wyzwaniem jest upływający czas – na 52 pytania jest tylko 65 minut. W związku z tym, że trzeba przeczytać aż 5 wymagających tekstów, to czasu jest naprawdę mało i właśnie dlatego już od początku przygotowań do egzaminu warto pracować z zegarkiem, mierzyć czas oraz z egzaminu na egzamin go poprawiać. Nie warto dopuścić do sytuacji, w której jesteśmy w połowie egzaminu i nagle kończy nam się czas – wtedy pozostanie nam tylko strzelanie.

Druga część SATa, czyli Writing & Language jest zdecydowanie mniej problematyczna. Przede wszystkim chodzi w niej o to, aby pouzupełniać luki, pozmieniać fragmenty zdań lub konkretne słowa, aby uzyskać możliwie jak najbardziej spójny i zwięzły tekst. Zdobycie bardzo dobrego wyniku w tej sekcji wymaga poświęcania dużej ilości czasu na zrozumienie poszczególnych zasad gramatycznych. Jak wiemy reguły te są niezmienne, więc już po uzupełnieniu kilku-kilkunastu próbnych arkuszy bez problemu można uzyskać 40-42/44 punkty.

Kolejne, ostatnie już części to Mathematics bez kalkulatora i z nim. Obie sekcje zawierają jedynie kilka elementów, których nie ma w polskiej podstawie programowej, a ucząc się dobrze i uważając na lekcjach matematyki w Polsce już jesteśmy do nich częściowo przygotowani. Stopień trudności zadań jest w niektórych przypadkach zdecydowanie łatwiejszy niż na naszej polskiej maturze, jednak pojawia się też kilka bardziej skomplikowanych zagadnień wymagających dłuższego zastanowienia. W maturze amerykańskiej liczy się jedynie dobra odpowiedź, a sposób liczenia danego zadania nie ma żadnego znaczenia, co stanowi różnicę w stosunku do matematyki na polskiej maturze. Przykładowo, jeśli mamy do czynienia z równaniem to można spróbować podstawić wszystkie odpowiedzi i wybrać tę pasującą. Po uzupełnieniu kilkunastu arkuszy wraz z ich pełnym zrozumieniem powinno się być przygotowanym do zdecydowanej większości zadań – ich schemat rozwiązywania w każdym przypadku jest praktycznie niezmienny.

Jeśli chodzi o kolejny element aplikacji, a mianowicie listy rekomendacyjne to zazwyczaj potrzebne są 3. Osobami rekomendującymi mogą być dyrektor, wychowawca bądź nauczyciele przedmiotowi. Niemniej jednak, jeśli chcemy aplikować na uczelnie ze sportową drużyną akademicką to dobrym rozwiązaniem będzie załączenie rekomendacji trenera wraz z wynikami. Warto pomyśleć nad nimi odpowiednio wcześnie, ponieważ nie zawsze osoby rekomendujące mówią po angielsku lub mają doświadczenie w pisaniu podobnych pozycji. Gdy nasz nauczyciel nie jest anglojęzyczny to solucją może być napisanie przez niego rekomendacji w języku polskim oraz jej przetłumaczenie, natomiast w przypadku braku doświadczenia w pisaniu listów rekomendacyjnych na amerykańskie uczelnie pomocą może być przejrzenie kilku przykładowych listów rekomendacyjnych, które bez problemu można znaleźć w internecie. Istotne jest, aby każdy list rekomendacyjny dotyczył innej sfery aplikanta i przedstawiał go z jak najlepszej strony. 

W przypadku, gdy uczęszczaliśmy do szkoły, w której język angielski nie jest językiem wiodącym, to musimy również załączyć wyniki z egzaminu językowego – większość uczelni akceptuje TOEFL/IELTS, lecz przed podejściem do któregokolwiek z nich warto odwiedzić stronę internetową naszej wymarzonej uczelni, aby zobaczyć czy akceptuje ona konkretny test. Ja podszedłem do obu egzaminów i jeśli chodzi o moje doświadczenia to zdecydowanie bardziej polecam podejście do IELTSa niż do TOEFLa. W pierwszym z nich część mówiona odbywa się z prawdziwą osobą, od której z ekspresji twarzy bądź też gestów możemy wyczytać czy mówimy dobrze oraz czy powiedzieliśmy wystarczajaco dużo. W przypadku drugiego z nich mamy jedynie czas pokazany na komputerze, który oprócz tego, że upływając, stresuje zdającego, to w dodatku po jego upłynięciu, nie można już nic dodać, nagranie naszego głosu po prostu się zatrzymuje, więc jeśli chcieliśmy chociażby dokończyć myśl to nie ma takiej możliwości (oczywiście niedokończenie zdania nie będzie wpływało na korzyść zdającego). Co więcej, do egzaminu TOEFL oprócz mnie podchodziło również kilka innych osób – część mówienia mieliśmy w tym samym czasie, więc mimo słuchawek na uszach i tak słyszeliśmy to co mówili inni zdający, co skutkowało dekoncentracją i brakiem możliwości przygotowania w spokoju swojej odpowiedzi. Ostatnią różnicą, która stanowiła dla mnie znaczenie była forma egzaminu – w przypadku IELTSa była to forma papierowa, a w przypadku TOEFLa internetowa (w specjalnej sali, przed wejściem do której zostaliśmy przeszukani, sprawdzono nawet czy nie mamy ściąg w okolicach kostek i łokci, co dodatkowo wpłynęło na podniesienie poziomu stresu przed egzaminem).

Główny esej aplikacyjny powinien pokazywać dlaczego jesteśmy wyjątkowi i czym się wyróżniamy. Może stanowić opis sytuacji, która zmieniła nasze życie, opisywać jak przemieniliśmy porażkę w sukces, bądź być relacją z naszego typowego aczkolwiek niezwykłego dnia. Tematów do wyboru jest kilka, więc śmiało mogę stwierdzić, że można napisać o czymkolwiek. Maksymalna liczba słów to jedynie 650, więc warto odpowiednio dobrać słownictwo, przekazać wszystko co chcemy, aby wiedziała o nas komisja rekrutacyjna oraz przede wszystkich uniknąć wszelkich błędów ortograficznych i gramatycznych. Komisja rekrutacyjna ocenia nas tak naprawdę jedynie przez to, co wyślemy w naszej aplikacji, wiec warto upewnić się, że nasza aplikacja faktycznie oddaje to kim jesteśmy. W zależności od wyboru uczelni, do aplikacji w niektórych przypadkach, należy również dołączyć dodatkowe (często krótsze niż esej główny) eseje. W związku z tym warto się zastanowić na liczbą uczelni, na które chcemy aplikować, bowiem może się okazać, że każda z uczelni, na którą aplikujemy zawiera dodatkowe polecenia napisania esejów.

Na pewno cały proces aplikacji może wydawać się długi i zniechęcający, ale jest to tylko pierwsze wrażenie. Dzieląc go sobie na poszczególne etapy jest zdecydowanie łatwiej. 

Z własnego doświadczenia wiem, że bez żadnego problemu można zaaplikować na amerykańskie uczelnie w deadlinie, przede wszystkim należy jednak pamiętać, aby zacząć przygotowania odpowiednio wcześnie oraz mieć konkretny cel. Nie ma sensu aplikować tylko na te uczelnie, które są w top 10 w rankingu tylko przez to, że się w nim znajdują, lecz trzeba mieć konkretny pomysł na to, dlaczego akurat ta uczelnia mnie interesuje, czy chciałbym mieć zajęcia z konkretnym profesorem oraz w jaki sposób przybliży mnie ona do zrealizowania innych życiowych marzeń/celów. Przykładowo, w 2020 roku na Harvard University, uważany przez wielu za najlepszą uczelnię na świecie aplikowało około 40 000 osób, z czego przyjętych zostało około 2000. To oznacza, że jedynie 5% aplikantów zostało przyjętych i właśnie dlatego, aby zwiększyć swoje szanse należy udowodnić uczelni, że to akurat właśnie nią jesteśmy zainteresowani.

Przeglądając materiały do nauki w internecie można spotkać się ze zniechęcającymi postami odnośnie tego, że nie mamy szans dostać się na wymarzoną uczelnie czy też namawiającymi do drogich kursów przygotowujących do egzaminu, reklamowanych jako jedyne skuteczne. Warto wtedy zadać sobie pytanie czy te materiały na pewno są sprawdzone, ale przede wszystkim czy są nam potrzebne – bezpłatne materiały egzaminacyjne znajdziemy na stronie internetowej oficjalnej organizacji organizującej i dystrybującej egzamin SAT – College Board, a w sprawach doradczych warto zwracać do sprawdzonego i pewnego źródła, czyli oficjalnego serwisu amerykańskiego Departamentu Stanu poświęconemu studiom w USA – EducationUSA.

Na zakończenie, pamiętaj wszystko jest możliwe i to tylko od Ciebie zależy gdzie będziesz studiował i jak potoczy się Twoje życie. To od Twojej ciężkiej pracy i determinacji będą zależały wyniki z egzaminów i oferty od konkretnych uczelni, więc najlepszą radą jaką mogę Ci dać to: uwierz w siebie, wyznacz konkretny cel wraz ze sposobem jego realizacji i nigdy się nie poddawaj!

Autorem relacji jest Paweł Urzenitzok

Chcesz się podzielić swoją historią ze studiowania lub aplikowania na studia w USA? Prześlij ją na adres [email protected], opublikujemy ją na naszej stronie!

Scroll to Top